Newsletter Kawasaki

Newsletter Kawasaki

29 Czerwiec 2015 Zielona Testarossa w akcji...

Wciąż pamiętam emocje jakie wzbudzał „zygzak” 1100 w latach 90 – ubiegłego wieku (jak to brzmi; „ubiegły wiek”….). Mimo, że nie mieliśmy okazji nawet siedzieć na takim motocyklu - jałowym dyskusjom dotyczącym wyglądu, osiągów itp.  tego motocykla nie było końca. 
Wciąż pamiętam emocje jakie wzbudzał „zygzak” 1100 w latach 90 – ubiegłego wieku (jak to brzmi; „ubiegły wiek”….). Mimo, że nie mieliśmy okazji nawet siedzieć na takim motocyklu - jałowym dyskusjom dotyczącym wyglądu, osiągów itp.  tego motocykla nie było końca. Całkiem niedawno udało mi się gruntownie przetestować następcę legendarnego „zygzaka”  w najnowszym wydaniu podczas polskiej prezentacji przeprowadzonej w Jeleniej Górze. Miałem okazję zjeździć tereny gdzie ostatnio byłem w roku 1982.

Dane o masie czytam dopiero teraz; pisząc artykuł, nie mogę uwierzyć, że to aż 268 kg mimo potężnego wyglądu z potężnymi tłumikami. Silnik musi mieć czym oddychać. Na postoju i przy kręceniu się na jedynce,  zawracaniu i tym podobnych manewrach oceniam masę na około 230 – 240 kg porównując z konkurencyjnymi „łamaczami prędkości”.

Kompletnie wyposażone zegary udają analogowe. Patrzące w dół białe  strzałki obrotomierza i prędkościomierza są szczytem wyrafinowanej prostoty. Wyglądają super i są bardzo czytelne. Brawo dla producenta za możliwość całkowitego wyłączenia kontroli trakcji. Na początku menu deski pokładowej może wydać się skomplikowane lecz szybko można się nauczyć poruszania w „komputerze pokładowym”.

Odpalam i bzykam sobie po zakrętach w polskiej rzeczywistości w sznurze pięciu motocykli przez około 150 km. Mijamy wioski i miasta, kręcimy się po śliskim i mokrym asfalcie pełnym zdradliwych miejsc. Dzielnie omijamy tiry i lokalnych kierowców skręcających w ostatniej chwili. We wsiach omijamy, kury i inne zwierzątka wspaniałomyślnie dając przeżyć inwentarzowi. W takich oto warunkach pyrkam na ostatnim biegu 200 konnym „niby – potworem”. Nawet nie myślę o przełączeniu komputera w tryb niepełnej mocy.

Motocykl jedzie w pełnym reżimie z wyłączną kontrolą trakcji. Nie ma potrzeby nakładać mu kagańca ponieważ moc i potężny moment 162 Nm oddawany jest prawie liniowo i żaden kierowca mający trochę praktyki nie zostanie zaskoczony.

Chcę wyczuć lepiej motocykl a kagańce w tym nie pomagają.  Lekki przeskok mocy czuć mniej więcej przy 6500 – 7000 obrotów na minutę. Dzięki temu kierowca czuje, że to motocykl sportowy w stylu GT (grand turismo), niekoniecznie na kręty tor ale na szybkie autostrady i szosy.  Tam czuje się jak ryba w wodzie. Przyśpieszenia na ostatnim biegu od 200 km/h są piorunujące.  Nie ma tu żadnej przesady w tym lakonicznym i wyświechtanym stwierdzeniu.

Emocje jakich dostarcza motocykl podczas jazdy autostradą są na tyle silne, że mimo długiej jednostajnej trasy kierowca nie nudzi się ani trochę. Nawet najnowsze Porsche 911 nie miało ochoty na wyścigi. Wszystko zjeżdża posłusznie ze skrajnego pasa. Ten sprzęt leczy kompleksy. Jazda taką maszyną to jak wizyta u psychoterapeuty. Wywołuje euforię i świat staje się piękniejszy. Mało, który motocykl tak przyśpiesza. Poczucie bezkarności wzmaga jednopalcowy hamulec przedni oraz skrzynia, która przełącza biegi bez sprzęgła gdy kierowca jej pomoże. Podczas 500 km rajdu nie boli tyłek ani kręgosłup. Gdy jedziemy poniżej 140 km/h mogą boleć nadgarstki ale to typowa cecha tego typu motocykli.

To przecież nie jest transatlantyk zapewniający maksimum komfortu  a maszyna zapewniająca kierowcy poczucie bycia kimś wyjątkowym. Soczysty moment obrotowy czyli niewiarygodna siła napędowa pojawiąjąca się na tylnym kole zapewnia spokój wewnętrzny dosiadającego. Spokojnie wszystko nadrobimy. Wystarczy tylko odkręcić gaz w zasadzie obojętnie na jakim biegu.

Ułuda bezkarności i poczucia bezpieczeństwa jest też odpowiednia dozowana przez doznania z jazdy. 100 km/ h to 100 a 250 km/h to 250…. nie ma mowy aby kierowca czuł, że 250 to 150 i został uśpiony przez Kawasaki ZZR 1400 2015. Prędkość się czuje i bardzo dobrze. Paradoksalnie poprzez atomowe przyśpieszenia i adekwatne doznania  z jazdy motocykl jest bezpieczny. Wszelkie mechanizmy jak zawieszenia nad którymi lubią rozwodzić „fachowcy” (ile razy kliknąć czymś tam i gdzieś tam) pracują niezauważalnie czyli dobrze.

Warszawski „sajgon” również niestraszny dla słusznych rozmiarów motocykla. Miałem okazję sprawdzić. Motocykl mieści się wszędzie i w taki sposób aby peleton czekających na zielone światło ominąć zgrabnie i czekać sobie z przodu. Nie zdarzył  się nikt kto by protestował. Kawasaki ZZR 1400 wywołuje pozytywne emocje i nie zastrasza innych uczestników ruchu drogowego pustym wydechem. Odlotowo wygląda i rakietowo odchodzi.  W miarę cicho i zabójczo skutecznie. To wystarczy.



Autor tekstu: Krystian Gass
Zdjęcia: Marcin Snopkowski