Newsletter Kawasaki

Newsletter Kawasaki

16 Marzec 2014 Kawasaki J300 - skuter do specjalnych zadań osobistych.

Mieszkamy w południowej części Hiszpanii, nad Morzem Śródziemnym, gdzie słońce świeci prawie cały rok. W takich miejscach życie obniża swoje wysokie tempo, ale nie oznacza to, że ciepły klimat i bliskość wody rozleniwiają. Nic z tych rzeczy! Codziennie mamy coś do zrobienia - są to zarówno obowiązki, jak i przyjemności.
W codziennych zmaganiach wspiera nas od jakiegoś czasu “przyjaciel domu”, zwinny, szybki i pełen energii skuter Kawasaki J300. Na stałe wpisał się w rytm naszego życia na południu Europy.


Przed południem: skuterem na zakupy, pocztę i do urzędu


Skuter Kawasaki J300 świetnie sprawdza się w warunkach miejskich - wszędzie się wciśnie, słucha kierowcy i łatwo manewruje nawet w wąskich uliczkach, można go śmiało parkować wszędzie (warunkiem jest bezpieczeństwo parkowania), a jego rola w pomaganiu w zakupach jest wprost nieoceniona.

Ponieważ z zawodu jestem dziennikarką i pracuję głównie w domu, na mojej głowie są różne sprawy związane z domem. Rano śmigam skuterem na zakupy. Nie lubię nosić siatek i reklamówek, nie przepadam za przepełnionym plecakiem. Zakupy w ekologicznych siatkach trafiają do przestronnego schowka pod siedzeniem skutera. Zmieszczą się tam nie tylko najpotrzebniejsze zakupy, ale także w razie potrzeby można wozić ze sobą sprzęt fotograficzny lub komputer. Kasku nie lubię nosić ze sobą - nie powinno się z niego robić “torebki na drobiazgi”, a w sklepie można go zgubić, zapodziać gdzieś na stoisku z warzywami. Kask na czas zakupów zostaje w skuterowym schowku. Jeśli jadę z pasażerem, on też może zostawić swój hełm, bo bez problemu mieszczą się dwa (na marginesie dodam, że przypadku dwóch kasków jeden może być kaskiem integralnym, a drugi kaskiem typu “jet” - taka kombinacja mieści się w schowku).

Czeka mnie jeszcze wysłanie listu i przejażdżka do bankomatu. J300 podjeżdża pod samą skrzynkę na listy, nawet nie zsiadam, nie wyłączam silnika. Wrzucam list i odjeżdżam dalej. Podobnie z bankomatem. Parkuję pod samym urządzeniem, bo wiem, że skuter jest tak kompaktowy, że nikomu nie będzie przeszkadzał.

Od czasu do czasu muszę coś załatwić w urzędzie. Przeważnie nie kończy się na jednym budynku - odwiedzam ich kilka, w różnych częściach miasta. Prawie nigdzie nie jedzie autobus, a branie taksówek zwyczajnie by mnie zrujnowało. Skuter spełnia swoją rolę i w tym przypadku, dowożąc mnie pod same drzwi i tym samym pozwalając skrócić czas załatwiania ważnych spraw.

Nieduże miasto w południowej Hiszpanii pełne jest samochodów. Taka jest lokalna tradycja, że wszyscy jeżdżą. W związku z tym trudno o miejsca parkingowe w dobrych punktach. Dla J300 to nie jest problem, bo jestem w stanie zaparkować go nawet na wąskiej wolnej przestrzeni. Nie będzie nikomu przeszkadzał i poczeka aż wyjdę ze sklepu, apteki czy z urzędu.

Mimo korków i natężonego ruchu - nie narzekam, bo bardzo lubię mój skuter. Nie narzekałabym nawet wtedy, kiedy czas oczekiwania na zielone światło przypomniałby nieskończoność. Kawasaki J300 ma bardzo wygodną kanapę - można siedzieć godzinami i jechać naprawdę długo, nie odczuwając dyskomfortu. Warto dodać, że kolumna kierownicy i wysokość manetek sprawiają, że pozycja kierowcy jest bardzo wygodna. Nie wyglądam jak zgięty w pół, podobny wampirowi, zgarbiony właściciel małego skutera. W tym aspekcie J300 jest pojazdem wyjątkowym. Mogę wyprostować plecy i mieć pełną kontrolę nad skuterem. Do tego czuję się bezpiecznie, bo chroni mnie szeroki front pojazdu i wysoka akcesoryjna szyba. Dzięki takim zabezpieczeniom, mogę pozwolić sobie na trochę lżejszy strój i nie muszę się martwić, że ulegnie on jakimś zabrudzeniom lub uszkodzeniom. Do tego szeroka podłoga i szerokie panele podnóżków kierowcy pozwalają na wygodne ułożenie stóp, bez obaw, że noga niebezpiecznie ześlizgnie się pod pojazd.


Skuterem na plażę!


Po południu, kiedy wywiążę się już z zawodowych zobowiązań, mam czas na przyjemniejszą część dnia. Ogromną radość sprawia mi to, że dzięki Kawasaki J300 mogę wybrać zarówno to, co położone jest w miarę blisko, jak i to, co nieco dalej. Zdarza mi się pojechać skuterem w jakieś ciekawe miejsce, żeby poczytać książkę w miłych okolicznościach architektury czy przyrody. To wielka zaleta, że potrafię się moją maszyną wcisnąć w wąskie uliczki miasteczka, żeby na koniec dotrzeć na uroczy, niewielki placyk, gdzie mogę cieszyć się promieniami popołudniowego słońca i spokojem.

J300 bez problemu umie wjechać na wąskie nabrzeże lokalnej mariny, która również jest jednym z moich ulubionych miejsc na popołudniowy relaks. Plaża też nie jest dla niego terenem nie do zdobycia; zachód słońca można podziwiać siedząc na skuterowej kanapie, na plaży, patrząc jak w ostatnich promieniach dnia za horyzoncie znika afrykański ląd.


Za miasto i do restauracji


Kawasaki J300 z chęcią podejmuje wezwania weekendowe. Niestraszne mu okoliczne serpentyny, lubi wycieczki i wypady za miasto. Wtedy nie prowadzę, staję się pasażerem i podziwiam widoki. W dużym schowku mieści się wszystko, co potrzebne na cały dzień zwiedzania: aparat, prowiant, picie i inne potrzebne rzeczy. Dobry humor mamy zawsze ze sobą. Jako pasażer wygodnie rozsiadam się w tylnej części kanapy, która pozwala mi na przybranie dogodnej pozycji, bez opierania się o plecy kierowcy. Bardzo doceniam tę miękką i dużą kanapę.

Mimo, że w czasie takich wyjazdów siedzę z tyłu, to wszystko widzę dobrze - zarówno to, co dookoła, jak i to co na zegarach, ponieważ są duże i niezwykle przejrzyste.

Od czasu do czasu, przeważnie w wolne dni, pozwalamy sobie na obiad lub kolację w ulubionej japońskiej restauracji. Skuter Kawasaki J300 podjeżdża pod sam stolik. Parkujemy go blisko, żeby mieć na niego oko (J300 jest gwarancją zrobienia wrażenia na każdym, kto na niego spojrzy), i po posiłku mieć go pod ręką.

Skuter ma w sobie jeszcze jedną cechę, która stawia go powyżej przeciętnych skuterów - motocyklowy pazur. Zaprojektowano go tak, aby był funkcjonalny i praktyczny w codziennym użytkowaniu, ale również stylowy i dopracowany w każdym calu. Patrząc na niego od przodu można pomylić go z rasowym motocyklem marki Kawasaki - futurystyczny kształt reflektorów i ostre wykończenia tworzą agresywny, sportowy, zadziorny charakter maszyny. Pasuje do mnie i do mojego stylu życia.

Galeria zdjęć dostępna jest tutaj. 

Tekst i zdjęcia: Ania Dąbrowska